O Rasie

Pochodzenie

Zdrowie

Żywienie

Psychika

 Szkolenie

Hodowla

Szczenięta

Pielęgnacja

Wystawy

Statystyka

Biblioteka

Ranking

Galeria

Kynologia

Prawo

Pobieralnia

S.O.S

Rozmaitości

Linkownia

 

Pies obywatel miast w XXI wieku

 

To, że pies, pierwsze z udomowionych przez nas zwierząt  jest stale obecny u naszego boku, wydaje się być tak oczywiste, że już nawet nie zastanawiamy się nad tym, jaki on naprawdę jest dzisiaj, jaki był kiedyś, na samym początku naszego wspólnego bycia razem, ani jaki był, zanim to się zdarzyło. Nie bardzo też zdajemy sobie sprawę z tego, jak te co najmniej piętnaście tysięcy lat wspólnego życia obydwu gatunków zmieniło ich wygląd, psychikę i nawyki.

 

 

Nos do wynajęcia


Umowa pomiędzy naszymi pra-przodkami - pierwotnym człowiekiem i pierwotnym psem zakładała daleko idącą współpracę i wzajemne świadczenie usług. Pies miał dla człowieka pracować w zamian za ochronę i strawę. Właściwie już w chwili zawarcia owej ugody możemy mówić o powstaniu ras. Pomijając nieliczną grupę ras „bazowych”, rasy w dzisiejszym tego słowa rozumieniu to późny, dopiero dziewiętnastowieczny wynalazek. Wcześniej to były psy do czegoś. Wybierane wyglądem i charakterem do konkretnych zadań, a więc duże, silne i szczekliwe miały pilnować dobytku, zwinne i szybkie pomagały w polowaniu. Potem przyszły inne zadania.

 

Udomowienie psa to był proces ślamazarny i długotrwały, bo ani wilk ani człowiek pierwotny nie mieli w tym za dużej wprawy. Udomowienie innych zwierząt oznaczało nowe zadania dla psa - miał teraz nie tylko pilnować dobytku człowieka, lecz także paść jego stada. Zanim to wszystko się wydarzyło obie strony musiały wiele zmienić w sposobie postrzegania partnera; zarówno wilk jak i człowiek musieli się na początek wyzbyć wzajemnego, śmiertelnego niemal lęku. Potem było łatwiej, ale szybko zmieniały się warunki wspólnej egzystencji. Człowiek zaczął prowadzić osiadły tryb życia, doskonalić budownictwo i pracować nad rozwojem broni. Rozwój broni pociągał za sobą znaczące zmiany w myślistwie, a więc i zapotrzebowanie na coraz to bardziej specjalistyczne umiejętności towarzyszących myśliwym psów. Ostatnim zadaniem, jakie otrzymały psy od naszych przodków, było dotrzymywanie im towarzystwa, dostarczanie uciechy i radości.

 

Wraz ze zmieniającymi się zadaniami i upodobaniami człowieka zmieniał się wygląd psów. Ale i człowiek zmieniał się pod ich wpływem. Nie zawsze na korzyść, pierwszą bowiem nader znaczącą zmianą, będącą u człowieka skutkiem udomowienia psa, była ni mniej ni więcej tylko utrata węchu. My oczywiście doskonale wiemy dzisiaj, jak ogromna jest różnica pomiędzy zdolnościami do wyczuwania i analizowania zapachów przeciętnego Burka i przeciętnego Kowalskiego. Nawet przy niespecjalnie uzdolnionym węchowo Burku człowiek jest nosowym ćwierćinteligentem, albo i jeszcze gorzej.

 

Liczby mówią same za siebie, pies ma ponad 200 milionów receptorów węchowych, człowiek tylko pięć milionów. Powierzchnia nabłonka węchowego to 170 cm kwadratowych psa przeciwko pięciu centymetrom człowieka. Pies w codziennym życiu jest węchowcem, cała jego wiedza o świecie opiera się przede wszystkim na analizie zapachów. Na zapachach też w dużej mierze opiera się jego komunikowanie się z innymi przedstawicielami swojego gatunku.

 

Problem jednak w tym, że my kiepsko ten rodzaj komunikacji pojmujemy. Współczesnemu człowiekowi ta ułomność często w znaczący sposób zaburza umiejętność porozumienia się ze swoim podopiecznym, a nawet utrudnia zrozumienie jego potrzeb i zachowań. A zaczęło się od tego, że udomowiwszy psa człowiek nauczył się polegać bardziej na jego węchu niż na własnym i tak z biegiem czasu stracił umiejętność posługiwania się nosem.

 

 

Rewolucja przemysłowa


Rozwijając się kulturowo i gospodarczo, człowiek coraz bardziej oddalał się od natury, wraz z nim, oczywiście oddalał się pies. Może nie tak szybko i spektakularnie jak my, ale jednak obcując na co dzień z człowiekiem, kształtowany wedle jego woli i potrzeb, coraz mniej przypominał dzikiego wilka. Rozpatrując zachowania i reakcje, ba, nawyki i potrzeby żywieniowe współczesnych psów nie można ignorować kilkunastu tysięcy lat wzajemnych wpływów.


Wymagaliśmy od psa ogromnej elastyczności i akceptowania zmieniających się warunków życia i pracy, wymyślając dla niego coraz to nowe zadania. Przez tysiąclecia ten układ doskonale się sprawdzał i funkcjonował bez zarzutu, tyle, że w miarę rozwoju cywilizacji rozrastały się miasta zaś kurczył się zakres prac i zadań do których pies mógłby być jeszcze przydatny.

 

Polował z rzadka, nikt nie potrzebował ani pastucha ani pomocnika w przeganianiu stad na duże odległości. Nawet stróżowanie czy obrona stały się zadaniami pro forma. Zaczął być postrzegany jako zwierzę nieco bezużyteczne, a więc niepotrzebne. Psa w jego rasowej różnorodności wyglądu i charakteru uratowała w XIX stuleciu moda na wystawy i fakt, że ludzie nie potrafią się obejść bez swego najlepszego przyjaciela. Jednak nowe warunki życia odcisnęły pokaźne piętno na psychice psów, a zawód psiego behawiorysty stał się nie tylko modą lecz także koniecznością.

 

 

Na bezrobociu


W ciągu krótkiego czasu, bo dwieście lat w historii gatunku to tylko z pozoru długi okres wiele się wydarzyło. Psia populacja jeszcze nie do końca zdołała się przyzwyczaić do zaistniałych zmian i w pełni się do nich przystosować. O pierwszym wydarzeniu już wspomniałam - brak pracy. Nasi przodkowie przez wieki nie zwracali większej uwagi na wygląd swoich psów, interesowały ich cechy użytkowe, a tak prowadzona selekcja dała w rezultacie wysokiej klasy psich specjalistów, doskonale wywiązujących się ze swoich zadań.

 

I ci specjaliści nagle okazali się niepotrzebni, jak inżynier w mieście, gdzie akurat zamknięto ostatnią fabrykę, w której mógł być zatrudniony. Udało mu się wprawdzie znaleźć posadę parkingowego w markecie i jakieś pieniądze przynosi do domu, ale nie po to kończył ciężkie studia, by pilnować samochodów i sklepowych wózków. Jest więc sfrustrowany i nieszczęśliwy.

 

Współczesne psy są tak samo sfrustrowane i dokładnie z tych samych powodów. Nie mogą wykonywać pracy, do której je przez wieki hodowano, bo nikt tej pracy nie potrzebuje. Zmieniły się nasze oczekiwania wobec psa domowego, wyznaczyliśmy mu bowiem inną, zupełnie nową rolę. Chociaż nie, rola nie jest tak całkiem nowa, bo rolę przyjaciela, najbliższego powiernika pełnił pies zawsze, tyle że wcześniej tak trochę przy okazji, po godzinach pracy. Jak bardzo psy tęsknią za swoją pracą można się przekonać, obserwując znudzone Border collie, w rozpaczy usiłujące paść cienie na ścianie czy przytargane z całego domu buty, albo setery polujące na lecące liście czy bliki światła na ścianie.

 

 

Mieszczuch na salonach


Brak pracy przekłada się na brak dostatecznej ilości ruchu naszych milusińskich. Problem w tym, że nie tylko ich warunki życia uległy drastycznej zmianie, nasze również. Model rodziny, gdzie zawsze ktoś był w domu, czy to mama, czy to babcia, dawno odszedł w zapomnienie. Dorośli pracują od rana do wieczora, dzieci przytłacza nawał obowiązków szkolnych i pozaszkolnych. Wszyscy wracają późno, zmęczeni, i na dłuższy spacer z psem nikt nie ma siły ani ochoty.

 

Trudno nawet mówić o  przyzwoitym jakościowo spędzeniu czasu ze zwierzęciem. Zabraliśmy psa do miasta i odebraliśmy mu możliwość swobodnego wybiegania się, w zamian zaoferowaliśmy mu długie godziny samotnego oczekiwania na ukochanych państwa. Osładzamy mu tę samotność pełną frykasów miską i podtykanymi obficie smakołykami, co jeszcze pogarsza sprawę, nadmiar kalorii bowiem to nadmiar niespożytkowanej energii, pobudzającej zwierzę do działania. Energię trzeba jakoś rozładować, frustrację i tęsknotę także, stąd często rozmaite formy niszczycielstwa i nadmierna hałaśliwość.

 

Brak dostatecznej ilości ruchu to nie jedyne źródło irytacji naszych podopiecznych. Współczesny świat psu zwyczajnie śmierdzi - benzyna, smog, spaliny - nawet nam to przeszkadza. Śmierdzi też dom starannie sprzątany całą gamą zapachowych środków czystości. Śmierdzą wypachnieni właściciele, a także obficie używane psie kosmetyki. Nawet człowiek, obdarzony tak nędznym węchem wie, jak irytujące potrafią być zbyt intensywne zapachy. Co zatem musi przeżywać biedny pies? W dodatku zmuszamy go do życia w zanieczyszczonym środowisku, spaliny to nie tylko źródło irytujących zapachów - osiadają na sierści, przenikają do skóry, co powoduje podrażnienia i świąd.

 

Najtrudniejsze jednak dla naszych psich przyjaciół jest przystosowanie się do ograniczonej funkcji powiernika i pocieszyciela. Nie dlatego, że jest mu nieznana, ale dlatego, że w tej współczesnej formie nie za bardzo potrafi ją zrozumieć. Wyobraźmy sobie modelową rodzinę: rodzice, wujka dzieci i pies.

 

Dzień jak co dzień. Wszyscy rano wybiegają do swoich zajęć, on zostaje w domu. Długo czeka na powrót tych dla niego najważniejszych. Wracają. Ojciec wściekły, bo mu ważny projekt kumpel zawalił, matka równie wściekła bo mało, że w pracy akurat tego dnia nieciekawie, to jej jeszcze ktoś zajął miejsce na parkingu i była pyskówka, jedno dziecko dostało pałę, drugie pokłóciło się z przyjacielem. Wszyscy wracają naładowani złymi emocjami.

 

 

Psa na powitanie nawet głaszczą i przytulają, ale jego wspaniały węch mówi mu, jak bardzo są wściekli; dla niego zły, niezadowolony człowiek pachnie zupełnie inaczej niż zadowolony. Więc wie, tylko zupełnie nie wie dlaczego, czy to on zrobił coś tak złego, że doprowadził ich do tego stanu. Przecież nie wie, że to kolega, pani w szkole, inny kierowca, i nie ma mu tego jak wytłumaczyć, bo nie zrozumie, nie jest częścią tamtego pozadomowego życia. Bierze na siebie nasze złe emocje, nie rozumiejąc ich źródła i przyczyny, jest to więc dla niego dodatkowe źródło stresu, a stres nie sprzyja zdrowiu fizycznemu i psychicznemu.

 

Moda na wystawy psów i psy rasowe bez wątpienia uratowała istnienie ras, choć całkiem niezamierzenie przyczyniła się w znacznym stopniu do nadwątlenia ich konstytucji psychicznej. Rzecz w tym, że nasi przodkowie kierowali się przez długie wieki przede wszystkim użytkowością psa i jego przydatnością do pracy. Na tym opierała się selekcja i dalsza hodowla.

 

Zachłyśnięci ideą wystaw piękności skupiliśmy się w znacznym stopniu na urodzie, zaniedbując charakter i psychikę. Przez wiele lat sądzono, że charakteru się nie dziedziczy, co do pewnego stopnia tłumaczy działania hodowców, ale tylko tych dawniejszych. Współcześni wiedzą o genetycznym podłożu charakteru i zachowania psów, powinni więc dołożyć starań, by zachować nie tylko urodę ale i charakter hodowanych przez siebie ras, co zresztą wielu czyni z coraz lepszym skutkiem.

 

Anna Redlicka

 

źródło Pies 1 (369) 2018

 

zdjęcia dodane przez Redakcję Portalu "Świat Czarnego Teriera", na zdjęciach czernysze z hodowli Massive Art, zdjęcia wykonała p. M. Cylc-Sosińska

 

 

Copyright by Świat Czarnego Teriera. All Rights Reserved.

Kopiowanie ze strony zdjęć, grafiki, treści i innej zawartości Portalu Świata Czarnego Teriera, bez zgody właściciela jest zabronione.

Projekt i wykonanie Narodziny Gwiazdy

Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024 x 768