O Rasie

Pochodzenie

Zdrowie

Żywienie

Psychika

 Szkolenie

Hodowla

Szczenięta

Pielęgnacja

Wystawy

Statystyka

Biblioteka

Ranking

Galeria

Kynologia

Prawo

Pobieralnia

S.O.S

Rozmaitości

Linkownia

 

Z miłości do r(k)asy...

 

Dawno, dawno temu... a w zasadzie co my piszemy, nie tak dawno, bo ledwie dwie dekady temu w Polsce można było kupić psy rodowodowe z jedynej wówczas istniejącej organizacji kynologicznej - Związku Kynologicznego w Polsce (ZKwP) i psy w typie ras różnych, czyli bez rodowodu... Nikt wówczas nie musiał władać wiedzą mistrzowską z zakresu kynologii, bo jak chciał psa rasowego z rodowodem, to takowego z jedynego wówczas ZKwP nabył.

 

Przed rokiem 2001 jak najbardziej obwiązywało hasło: RASOWY = RODOWODOWY...

 

Producenci psów w typie ras wszelakich i kundelków, co nawet koło takowych nie stały, też nie uciekali się do sztuczek przebiegłych. Ot ogłaszali w powszechnie dostępnych mediach chęć zbycia owoców swojej radosnej twórczości i w szarej strefie handelek takimi psami rósł w oczach, bo co tu ukrywać, wątpliwej jakości klienteli na takowe psy również nie brakowało...

 

Przed rokiem 2012 handel tzw. psami „RASOWYMI”, ALE BEZ RODOWODU kwitł...

 

Z czasem ludzie wrażliwi na krzywdę psów traktowanych jak towar i pomysł na podreperowanie rodzinnego budżetu, zaczęli coraz głośniej mówić o konieczności uregulowania hodowli psów, w celu ochrony dobrostanu tych zwierząt. Nie było bowiem żadną tajemnicą to, że większość psów/suk służących do produkcji kolejnych pokoleń sprzedawanych bez rodowodu było źle traktowanych i utrzymywanych w skandalicznych warunkach, co stanowiło pogwałcenie wszelkich obowiązujących w tym zakresie praw.

 

 

Śmiertelność wśród niedożywionych, zaniedbanych, osłabionych i/lub chorych szczeniąt pochodzących z takich przybytków była bardzo wysoka. Te, które miały więcej szczęścia przeżywały - jednak walka o ich życie i zdrowie zwykle okupiona była ogromnym cierpieniem ich samych oraz stresem i traumą ich właścicieli. O sporym nadszarpnięciu domowych budżetów nawet nie będziemy wspominać, bo ten pies, co miał być z założenia tani, w efekcie okazywał się dwa, a nie raz i trzy razy droższy, od tego w pierwszej chwili droższego - psa rasowego... Były też takie, którym nikt żadnej szansy nie dał, bowiem z rąk jednego oprawcy trafiały w ręce innego i ich los był przesądzony.

 

Prawdziwi miłośnicy psów nie mogli pogodzić się z okrutnym losem psów wykorzystywanych w pseudohodowlach. Media co jakiś czas prezentowały szokujące materiały pokazujące w jakich warunkach utrzymywane są psy/suki - dawcy życia bezrodowodowych, tanich szczeniaczków, na które pobyt (mimo apeli i akcji różnorodnych) wcale nie malał... Szara strefa miała się bardzo dobrze. Miejsce po zlikwidowanej pseudohodowli szybko zapełniała kolejna.

 

Zalegalizowana działalność kynologiczna w owym czasie nie cieszyła się większym zainteresowaniem. Związek Kynologiczny w Polsce, zrzeszający tysiące miłośników psów rasowych był jedyną organizacją tego typu. W ciągu kolejnej dekady tj. pomiędzy 2001, a 2011 rokiem powstało zaledwie kilka organizacji, których statutowym celem była hodowla psów rasowych. Jednak charakteryzowały się one niszowym zasięgiem. Żadna z nich nie była też wstępem do tego, co miało za chwilę nastąpić...

 

W końcu głosy obrońców zwierząt zostały wysłuchane. W sejmie ruszyły prace nad znowelizowaniem mocno nieaktualnej już ustawy o ochronie zwierząt. Zapisy umieszczone w ustawie miały również rozwiązać problem kwitnącego biznesu rozmnażania i sprzedaży tzw. psów rasowych bez rodowodu, które pochodziły zarówno z domowych hodowli, jak i fabryk psów (w jednym i drugim przypadku) tzw. pseudohodowli, gdzie w skandalicznych warunkach i/lub z pogwałceniem sztuki hodowania psów rasowych, rozmnażano je jedynie dla pieniędzy.

 

Ustawodawca zakazał rozmnażania psów w celach handlowych. Spod zakazu wyłączył jednak hodowle należące do ogólnopolskich stowarzyszeń kynologicznych. Laikom wydawało się, że problem został rozwiązany, bowiem producenci szczeniąt w typie ras różnych, którzy nie byli nigdzie zrzeszeni, powinni z rynku raz na zawsze zniknąć... Niestety, tak oczekiwana, i tak szumnie ogłaszana nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, która weszła w życie 1 stycznia 2012 roku, już w dniu premiery była ustawą wadliwą!!!

 

Szybko wyszło na jaw, że obejść zapisy ustawy jest dziecinnie łatwo. Pseudohodowcy nie zniknęli, co gorsza zalegalizowali swoje biznesy!!! Tuż po wejściu w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt wpadali na genialne pomysły. Na przykład proponowali zakup smyczy i obroży, do której gratis dorzucali psa... Ten sposób sprzedaży psów był jednak ryzykowny i mocno utrudniony. Anonse (raportowane jako niezgodne z prawem) szybko znikały z portali ogłoszeniowych. Ponadto sprzedaż taka wymagała pokrętnego tłumaczenia i część klientów się wycofywała, co niespecjalnie było pseudohodowcom na rękę.

 

 

W końcu pseudohodowcy wspięli się na wyższy poziom wtajemniczenia - odkryli, że założenie stowarzyszenia to chwil kilka i można zrobić to na spółkę z kilkoma członkami własnej rodziny... Do tego hodowanie, choć lepsze słowo to rozmnażanie, pod płaszczykiem takiej organizacji podnosi prestiż, a co się z tym wiąże, można windować ceny za szczeniaki. Na dokładkę zrzeszając innych pseudohodowców w swojej organizacji można od nich za tą przysługę też pobierać opłaty.

 

Eureka!!! Biznesmeni z szarej strefy nagle ujrzeli światło dzienne, wyszli z podziemia i ponownie, już legalnie, zaczęli zarabiać na psach niezłe pieniądze. Ledwie w rok po wprowadzeniu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt w życie powstało kilkadziesiąt takich klubów, stowarzyszeń i związków o zasięgu wszelakim - regionalnym, krajowym, a nawet międzynarodowym. I wszystkie jak jeden obrały sobie za cel sprawowanie pieczy nad hodowlą psów rasowych...

 

To by było nawet śmieszne, gdyby nie tragiczny fakt, że w tych pseudo tworach kynologicznych rejestrowano wszystkie psy jak popadnie. Tak, dobrze czytacie, wszystkie - te posiadające jakiekolwiek rodowody i te kompletnie bez nich, byleby przypominały jakąś rasę. Tak oto w chwil kilka suka, która jeszcze kilka miesięcy przed nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt wydała na świat szczenięta w typie jakiejś rasy i samce, które płodziły te szczeniaki, stawali się czworonogami rasowymi - oczywiście wg kryteriów znanych tylko tym organizacjom. Wydawano im kolorowe papierki bez żadnych istotnych pod względem hodowlanym danych, za to zwane dostojnie, a jakże - rodowodami. Potomstwo takich cudownie uczynionych rasowymi, również otrzymywało dokumentację, która miała uwierzytelniać ich pochodzenie.

 

Na dodatek, te twory spod ciemnej gwiazdy starały się swoje działania maksymalnie upodabniać do jedynego wiarygodnego stowarzyszenia - Związku Kynologicznego w Polsce. Począwszy od przybierania podobnie brzmiących nazw, a na wzorach dokumentów kończąc, przez co wyjątkowo łatwo było paść ofiarą oszustwa - zwłaszcza osobom, dla których wyczynem była już sama chęć zakupu psa rasowego, i które nie miały bladego pojęcia o istotnych zmianach jakich zaszły w polskiej kynologii.

 

Dla takich nabywców pies z rodowodem to był po prostu pies rasowy i wszystko. Jakie było zdziwienie i rozczarowanie wielu, gdy z papierkami uzyskanymi z tych klubików udawali się do Oddziałów ZKwP i tam dowiadywali się, że ich pies to zwykły kundelek, a posiadany rodowód z pustymi polami na wpisanie przodków nie ma żadnej wartości... Niestety smutna prawda jest taka, że nad nielegalnymi pseudohodowlami, które wstąpiły w szeregi legalnych już stowarzyszeń, nikt nie miał żadnej kontroli.

 

Po roku 2012 hasło RASOWY = RODOWODOWY straciło w Polsce ważność na rzecz hasła: RASOWY = Z RODOWODEM ZKwP/FCI!!!

 

Optymiści liczyli, że taki szał i bum na zakładanie nowych organizacji o charakterze kynologicznym szybko się skończy. W końcu ile takich organizacji może przyjąć rynek 38 milionowego kraju? Ponadto chów i hodowla psów to przecież nie jest łatwy kawałek chleba. Łudzono się, że rynek nasyci się, zainteresowanie spadnie, ceny zmaleją, pseudozwiązki o charakterze kynologicznym padną i powrócimy do normalności...

 

 

Tymczasem stała się rzecz odwrotna... 8 lat obowiązywania nowych przepisów zaowocował powołaniem do życia co najmniej 90 organizacji, których statutowym celem jest hodowla psów rasowych. Potraficie sobie to wyobrazić? 90 organizacji, które same sobie ustalają rasowość dla rejestrowanych u siebie psów/suk, i które wyznaczają zasady ich hodowli wg tylko sobie znanego klucza. Czy możemy nadal mówić o hodowli psów rasowych z miłości do rasy? A jeśli tak, to jak ta miłość jest definiowana, skoro każda z tych organizacji rządzi się w tej kwestii własnymi prawami? Czy pies uznawany za CTR-a przez ZKwP/FCI wciąż nim jest we wszystkich tych organizacjach i w każdej z nich osobna? Czy może tylko nazwa rasy jest wspólna? To są trudne pytania, na które podejrzewamy, nie tylko my nie potrafimy udzielić odpowiedzi.

 

Żeby było ciekawiej dodamy, że bałagan i szum jaki wywołała nieudana nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt z 2012 roku, skłoniła parlamentarzystów do kolejnego podjęcia tego tematu. Ruszyły pracę nad poprawieniem tej niefortunnej nowelizacji. Padł pomysł wprowadzenia do ustawy definicji psa rasowego. Pojawiła się propozycja, aby za takowe uznać zwierzę posiadające co najmniej pięciopokoleniowy rodowód zarejestrowany w organizacji krajowej, która jest członkiem organizacji o międzynarodowym zasięgu.

 

I znowu skucha!!! Posłowie nie wyciągnęli żadnych wniosków z poprzedniej nowelizacji ustawy. Do włodarzy licznych polskich klubów o charakterze kynologicznym, których statutowym celem jest hodowla psów rasowych, taka informacja dotarła lotem błyskawicy. Efekt? Powołali oni do życia różne organizacje, których celem ma być koordynacja hodowli psa rasowego prowadzonej przez różne krajowe kluby.

 

Powstał łańcuszek. Mniejsze klubiki o krajowym zasięgu zaczęły wstępować do tych organizacji, a te wstąpiły do związków o charakterze międzynarodowym, które zachciały ich przyjąć. W rezultacie wszystkie przynależą poprzez nie do jakiejś tam organizacji o zasięgu międzynarodowym. Jeszcze inne postanowiły indywidualnie do takowych przystąpić, bowiem część z nich akceptuje wiele klubów z jednego kraju. I znowu organizacje te wyprzedziły osoby prowadzące prace nad poprawkami do ustawy, bo przecież spełniają jeden z warunków narzuconych propozycją ujętą w poprawce.

 

Postanowiono zapis w poprawce doprecyzować. Psem rasowym miałby być ten, który posiada rodowód pięciopokoleniowy wpisany do jednej z następujących organizacji o zasięgu międzynarodowym: FCI lub ACW. I znowu strzał kulą w płot... O ile FCI to uznana organizacja kynologiczna (istnieje od 1911 roku) o międzynarodowym zasięgu, która skupia po jednej organizacji kynologicznej z danego kraju (z Polski przynależy od lat ZKwP), tak ACW to organizacja, która powstała ledwie w 1997 roku i zrzeszy każdego kto się do niej zgłosi!!!

 

 

Na szczęście to posunięcie zostało zauważone w porę i pomysłodawca wycofał się z takiej poprawki do ustawy, która i tak by przecież nic nie zmieniła. Zaproponowano bardziej radykalne rozwiązanie, gdzie za rasowego psa ma być uznane takie zwierzę, które wpisane jest do PKR prowadzonej przez ZKwP lub związek uznany przez tą organizację. I... podniosło się wielkie larum.

 

O ile takie rozwiązanie satysfakcjonuje osoby związane ZKwP i w zasadzie mogłoby położyć kres niekontrolowanemu i przede wszystkim nieuczciwemu rozmnażaniu psów, którym daleko do jakiejkolwiek rasowości, tak nie trudno się domyślić, że takie rozwiązanie oprotestowały wszystkie kluby działające niezależnie od ZKwP.

 

Wprowadzenie poprawki w takiej formie oznaczałoby ich koniec. Na to przecież zgodzić się nie chcą. Zarzucono pomysłodawcom działanie na ich szkodę, niezgodność poprawki z konstytucją, tudzież faworyzowanie ZKwP i wprowadzanie monopolu na hodowlę psów rasowych w Polsce przez jedną organizację. Tak, rozumiemy, że odcięcie od dochodowego biznesu dla wielu byłoby nie do przyjęcia. Wszak wiele osób, twórców różnych klubików i jednocześnie zarejestrowanych tam hodowców uczyniło z hodowli psów pomysł na życie. Jedni handlują skarpetkami, a oni psami....

 

Przebranżowienie i rezygnacja z dochodowego interesu nie mieści im się w głowach. Szkoda, że tak głośno krzycząc i ubolewając nad zmianami w ustawie, nie potrafią krytycznie spojrzeć na swoje osiągnięcia kynologiczne. Chętnie i bez żadnych skrupułów przywłaszczają sobie prawo do całej spuścizny związanej z hodowlą psów rasowych, która nie została wykreowana z ich udziałem.

 

Typy poszczególnych psów, które dziś nazywamy rasami powstawały latami. To związki kynologiczne o wieloletniej tradycji, takie jak brytyjski Kennel Club (KC), amerykański - American Kennel Club (AKC), czy nasz Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) i najstarsze organizacje o międzynarodowym zasięgu, jak chociażby Federation Canine Internationale (FCI). włożyły nieoceniony wkład w unormowanie hodowli wielu typów psów uznając je za rasy, a nie organizacje liczące w porywach 8 lat....

 

Praktycznie wszystko na czym dzisiaj krajowe organizacje kynologiczne działające poza ZKwP/FCI (z naciskiem na te powstałe zwłaszcza po 2012 roku) budują własne struktury, zostało wypracowane przez hodowców ZKwP/FCI, którzy wyznają całkiem inne wartości i nie godzą się na marnotrawienie wieloletniej pracy hodowlanej ich i ich przodków, poprzez frywolne wdrażanie do hodowli psów jak popadnie i prowadzenia hodowli bez jakichkolwiek zasad. To z pewnością nie jest hodowanie z miłości do rasy....

 

W tej pogodni za pieniądzem z pewnością zapomniano o najważniejszych - ofiarach niecnego procederu rozmnażania dla kasy - psach. Nowelizacja ustawy 2012 roku wprowadziła bałagan, zalegalizowała to co miało być zdelegalizowane, obniżyła prestiż posiadania prawdziwego psa rasowego i raz na zawsze zmieniła scenę kynologii polskiej. Kolejna poprawka i zmiany w prawie, które ukróciłby proceder sprowadzania psów do roli towaru, który można tanio wyprodukować i drogo sprzedać z pewnością jest potrzebna.

 

 

Kluczowe jest jednak pytanie jak to zrobić na tyle skutecznie, by obejście prawa z jakiejkolwiek strony nie było w przyszłości możliwe? Należy też zastanowić się co zrobić z już istniejącymi stowarzyszeniami. Czy należy je zdelegalizować? Czy można pozwolić im działać? To są ważne i bardzo trudne pytania. Odpowiedzi mogą zaważyć na całej polskiej kynologii.

 

Dla prawdziwego miłośnika psów rasowych zawsze na pierwszym miejscu powinno stać dobo rasy i psa jako jednostki, a nie zawartość portfela. Dlatego jeśli czytasz ten artykuł i pałasz miłością do prawdziwych psów rasowych, pomyśl przed zakupem szczenięcia. Nie wspieraj osób, które za nic mają hodowlę psów z zachowaniem czystości ras i z poszanowaniem wszelkich reguł. Popyt rodzi podaż. Brak klientów na wątpliwej jakości szczenięta może skutecznie ukrócić praktyki rozmnażania psów w celach zarobkowych przez osoby, które żyją kosztem psów.

 

Pamiętaj! Wątpliwej jakości hodowca to nie tylko człowiek posiadający kilkanaście psów/suk utrzymywanych w złych warunkach i całorocznie dostępne szczenięta ras różnych (tzw., fabryki szczeniąt). To są także osoby prowadzące swój biznesik na mniejszą skalę - ot jedna suczka utrzymywana w domowych warunkach. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że jest ona kryta co cieczkę i ma raz, dwa razy do roku szczenięta dopóty, dopóki natura jej na to pozwoli!!! Nie daj się nabrać. Wybieraj mądrze.

 

Opracowała Redakcja Portalu Świat Czarnego Teriera

 

 

Copyright by Świat Czarnego Teriera. All Rights Reserved.

Kopiowanie ze strony zdjęć, grafiki, treści i innej zawartości Portalu Świata Czarnego Teriera, bez zgody właściciela jest zabronione.

Projekt i wykonanie Narodziny Gwiazdy

Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024 x 768