O Rasie

Pochodzenie

Zdrowie

Żywienie

Psychika

 Szkolenie

Hodowla

Szczenięta

Pielęgnacja

Wystawy

Statystyka

Biblioteka

Ranking

Galeria

Kynologia

Prawo

Pobieralnia

S.O.S

Rozmaitości

Linkownia

 

Pies na wolnym rynku - kultura hodowli, kultura sprzedaży

 

Sztuka sprzedaży szczeniąt psów rasowych nastręcza naszym hodowcom coraz większe trudności. Do takiego wniosku można dojść czytając prasę codzienną, w której od nadmiaru ogłoszeń o sprzedaży psów pękają szpalty, przeglądając katalogi wystawowe i różnorakie pisma o zwierzęcej i psiej tematyce oraz wchodząc na wystawy psów. (...)

 


Oczywiście dylematy ze sprzedażą szczeniąt, jak większość objawów życia kynologicznego, są wielowarstwowe i różnorodne. Nie dotyczą one pewnej niestety, nielicznej grupy hodowców, którzy angażują swoje zamiłowanie, talent, wiedzę, pracę i pieniądze w rozwój ulubionych ras, nie licząc najczęściej zwrotu poniesionych nakładów i kosztów.

 

I to oni hodują dla pasji doskonalenia ras, dla swojej satysfakcji. Hodują rozsądnie, najczęściej mało. Ich suki, zazwyczaj hojnie utytułowane, mają po dwa, trzy mioty w życiu. Niestety, ci hodowcy z prawdziwego zdarzenia są mniej widoczni i zauważalni. Nie należy zatem pod wspólny szablon podkładać hodowców psów rasowych i „rozmnażaczy".


Nie należy również pomijać jeszcze dość liczącej się grupy użytkowników psów rasowych, którzy doceniają i szukają ściśle określonych parametrów psychofizycznych u psów odpowiedniej klasy i jakości. Są również nabywcy - znawcy, którzy wiedzą czego i gdzie szukać.

 

Niestety, rozmnażacze na tle wiarygodnego środowiska naszych psiarzy stanowią dość liczną frakcję: hałaśliwą, jaskrawą i wszędobylską. Wyrabiają więc ogółowi polskiej kynologii fatalną reputację i w znaczącej mierze psują jej obraz. Spróbujmy zatem o tej kwestii spokojnie pomówić, gdyż w sposób rażący odstajemy pod tym względem od obowiązujących i stosowanych w świecie norm i zasad.


Jak rozwiązuje się rozprowadzanie szczeniąt za granicą? (...) Jak zauważyłem, sposób sprzedaży szczeniąt w krajach zachodnich też jest rozwarstwiony, uzależniony od pozycji w świecie kynologicznym i społecznym hodowcy. Od jego renomy, sławy, statusu materialnego.


Ci z najwyższych stopni hierarchii stanowią elitę kynologii, dysponującą najlepszym materiałem hodowlanym i wystawowym. Hodują rozważnie, troskliwie dobierając partnerów. Reproduktory otaczają barierą bezpieczeństwa, aby potomstwo po nich nie dostało się w nieodpowiednie ręce.

 

Szczenięta sprzedają okazjonalnie, najlepsze - i słusznie - zostawiają sobie. Reflektanta muszą poznać, zazwyczaj po długotrwałej wymianie korespondencji. Dają do pism z dobrą tradycją ogłoszenia, co oczywiście nie stanowi dowodu, że szczenięta czekają na kupującego. Sytuacja jest zawsze odwrotna, to nabywca cierpliwie czeka na dobrze zapowiadające się szczenię.


A inni, ci pomniejsi i liczniejsi, też przecież sprzedają, niewątpliwie na hodowli zarabiają, ale na ogół są ludźmi o pewnej pozycji materialnej. Jakoś nie widać w ich oczach taj paniki, popłochu i konieczności sprzedaży miotu, na którym trzeba zarobić na utrzymanie suki. Dają ogłoszenia w pismach poświęconych psom, zresztą licznych i staje pojawiających się nowych. Umieszczają też szczenięta, szczególnie mniej udane, przeznaczone do rodzinnego kochania, w sklepach ze wszystkim dla domowych ulubieńców.


W jakichkolwiek jednak okolicznościach odbywają się transakcje kupna-sprzedaży szczeniąt, zawsze widać poszanowanie zwierzęcia, troskę o nie, honorowanie jego osoby. Zaznacza się to w każdym ruchu, geście, kontakcie sprzedającego ze zwierzęciem. (...)


Jak odbywała się sprzedaż szczeniąt rasowych u nas? Sięgając w ponad półwiecze pamięcią, obserwacją i doświadczeniem mogę tylko zauważyć, jak bardzo zmieniły się polskie obyczaje w tym zakresie. W międzywojniu psów rasowych było nieporównywalnie mniej. Były one w rękach ziemian i dość zamożnej inteligencji. I w tych to środowiskach odbywała się, najczęściej na zasadach towarzyskich, wymiana i obdarowywanie się szczeniętami.

 

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale do wojny życie z psów lub zarabianie na nich uznane byłoby za profesję niegodną i pogardzaną. Takie były wówczas czasy i obyczaje. Było też w skali krajowej kilkanaście renomowanych hodowli, opartych na importach i prowadzonych, jak wynika z ogłoszeń „na zasadach chowu angielskiego". Tak więc, aby mieć rasowego pieska, trzeba było należeć do określonego towarzystwa, albo za dość dużą cenę, po długich oczekiwaniach, kupić szczenię w jednej z hodowli, zresztą bardzo awangardowych, dysponujących psami ze światowej czołówki. Pies rasowy, jak dobry koń, miał swoje miejsce i poszanowanie w polskim społeczeństwie, jego obyczajach, kulturze.


Przed wojną były sklepy zoologiczne, sprzedawano w nich wiele gatunków ryb akwariowych, płazów, ptaków, pokarmów i piasku. Pamiętam je trzy w śródmieściu Warszawy. Na Mazowieckiej, po stronie parzystej, zaraz za Świętokrzyską, na pl. Trzech Krzyży, obok księgami Kuthana na Brackiej, przy Mysiej, w domu, który straszy dziś martwą elewacją parterów. W wymienionych sklepach zdarzały się rezuski, jakieś rasowe króliki. Nie pamiętam natomiast - a byłem na to wyczulony - psów. Nawet ogłoszeń o nich nie było. Pies nie był przedmiotem tak dziś powszechnego (...) handlu.


Dopiero w kilka ładnych lat po wojnie, po zatarciu się ustrojowego obrazu psa rasowego jako reliktu obszarniczo-kapitalistycznego oraz upowszechnienia go, powstało nowe zjawisko. Wbrew najszlachetniejszym ideom, przyświecającym powojennym działaczom kynologii, dążącym do spopularyzowania psów rasowych i sprowadzenia ich dosłownie pod strzechy, znaczna część zainteresowania psiarstwem poszła koleiną merkantylną.

 

Zacne hasła zostały wypaczone i zbarbaryzowane. W mądrych zamierzeniach, zliberalizowanych regulaminach hodowli znaleziono szczelinę, która dała wolną drogę do nieodpowiedzialnego rozmnażania i szukania w nim tylko korzyści. Nie liczono się, że chłonność rynku jest ograniczona, atrakcyjność eksportu po zmianie wartości dolara do złotego straciła czarowną moc łatwego zysku. Została rozdmuchana i rozszalała podaż, za którą nie nadąża popyt.


Do nadprodukcji szczeniąt w znacznej mierze przyczyniają się też nadaktywni właściciele reproduktorów. Stanowią oni swego rodzaju plagę codziennego życia Związku, a w szczególności dni dyżurów poszczególnych sekcji. Ci poławiacze, niestety, nie pereł, a zwykli naganiacze suk do własnych reproduktorów oblegają pokoje i korytarze oddziału. Sprytniejsi i bardziej troskliwi wkręcają się do pomocy w pracach sekcji, wykorzystując każdą nadarzającą się okazję do krytykowania konkurentów i polecania swego najcenniejszego reproduktora.

 

Pasja krycia przez własnego psa przyćmiewa tym ludziom rozsądek, horyzont myślenia i jakiekolwiek dobro postępu w hodowli. I doprawdy, w oczach mniej obeznanych w tym środowisku interesantów Związku - czynią z jego terenu miejsce podejrzanej konduity. Swoim zachowaniem, nachalnością destrukcyjnie wpływają na funkcjonowanie sekcji. Paraliżują podstawowe jej zadania, jakim są rzetelna informacja i obiektywna porada w sprawach hodowli. Omamiają łatwowiernych właścicieli pojedynczych suk możliwością szybkiej sprzedaży szczeniąt, po czym wyrywają swoją należność, pozostawiając naiwnych z gromadką szczeniąt niemożliwych do ulokowania.


Na każdym miejscu spotyka się nadprodukcję szczeniąt (...). Wolny rynek rządzi się bezwzględnymi prawami, ale czyż pies rasowy i szacunek, na jaki zasługuje, musi za to płacić tak wielką cenę? (...). Rozmnażacze psów rasowych, widzący w nich tylko zysk - zdegradowali to wspaniałe i szlachetne zwierzę do roli obiektu, przedmiotu pazernego profitu. (...)


Może to zabrzmi przesadnie, ale rasy psów można porównać do dzieł sztuki. Powstawały bowiem w wyniku przemyśleń, wiedzy, wrażliwości estetycznej, intuicji dla potrzeby użytkowania ich, otaczania się nimi, a ostateczny kształt bardzo niejednokrotnie wyrafinowany i wysublimowany, formowano dla potrzeb piękna. Kształt i umaszczenie to dwa podstawowe kanony, którymi na przestrzeni wieków żonglowano do woli. Pies rasowy to wielki dar, dziedzictwo wspaniałych kultur i cywilizacji: rzymskiej, chińskiej, japońskiej, arabskiej. Przetrwał obok dzieł sztuki, jako żywy relikt ludzkiej myśli, pracy i twórczej inteligencji.


Jak zaradzić skutkom owczego pędu hodowlanego. Jakie znaleźć rozwiązanie rozhulanych w złym kierunku swobód? Powrót do zdyscyplinowania hodowli, zaostrzenie regulaminu, ograniczenia swobód hodowców i właścicieli psów rasowych wydaje się dziś niemożliwy. Chociaż w wielu tzw. demokracjach kynologicznych panuje rygor i dyscyplina hodowlana, a tym samym podporządkowanie swobód i praw hodowców na rzecz wspólnego dorobku większe, niż chcemy o tym wiedzieć.


Apelowanie o rozsądne ograniczenie hodowli jest nieskuteczne. Przecież ci ludzie po to kupili psy rasowe, aby je rozmnażać i na nich zarabiać. I niestety w ich pojęciu mieści się to w normie i uzasadnionej życiowej potrzebie. Pozostawić to zjawisko do uregulowania przez wściekłe prawa rynku, które nie znajdują różnicy między szlachetnym zwierzęciem, rzodkiewką i nylonową skarpetką? - to barbarzyńska rzeczywistość. Maniakalnie nie mogę pogodzić się z tą myślą i negatywnym zjawiskiem, aby pies, właśnie pies rasowy był tak zdegradowany przez określoną kategorię jego najczęściej przypadkowych właścicieli.


A może wprowadzić rozwarstwienie uprawnień hodowców (...) adekwatne do postawy wobec kynologii. Może pokusić się o przyznanie przywilejów hodowcom, a zaostrzyć rygory dla rozmnażaczy, może zaostrzyć kryteria kwalifikacji hodowlanej. Myślę, że stan zjawisk dojrzał do tego, aby je ukrócić i podporządkować do standardu prawidłowo prowadzonej kynologii. Inaczej przyjdzie zakrzyknąć: O panie, w Polsce to już nikt nie hoduje psów rasowych!

Zygmunt Jakubowski

Źródło: Zygmunt Jakubowski - Pies na wolnym rynku - Kultura hodowli, kultura sprzedaży -Dwumiesięcznik ZKwP PIES, Nr 1(255) 1996

Od Redakcji: artykuł powstał 24 lata temu w czasach, gdy obowiązywało jeszcze Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 22 marca 1928 r. o ochronie zwierząt tj. przed Ustawą z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt  i tym bardziej przed słynną jej nowelizacją z 2012 roku. Z tego też względu pewne fragmenty artykułu nie mające już odniesienia do obecnej sytuacji prawnej związanej z chowem i hodowlą psów rasowych w Polsce zostały przez nas usunięte. Należy jednak podkreślić, że ogólne przesłanie zaprezentowanych przez nas obszernych fragmentów artykułu wciąż jest (niestety) aktualne i warto zapoznać się z opinią wyrażoną przez jednego z niekwestionowanych autorytetów w dziedzinie kynologii w Polsce - sędziego kynologicznego - Zygmunta Jakubowskiego (31.01.1930 - 12.02.2018).

 

grafika dodana przez Redakcję Portalu Świat Czarnego Teriera

 

 

Copyright by Świat Czarnego Teriera. All Rights Reserved.

Kopiowanie ze strony zdjęć, grafiki, treści i innej zawartości Portalu Świata Czarnego Teriera, bez zgody właściciela jest zabronione.

Projekt i wykonanie Narodziny Gwiazdy

Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024 x 768