O Rasie

Pochodzenie

Zdrowie

Żywienie

Psychika

 Szkolenie

Hodowla

Szczenięta

Pielęgnacja

Wystawy

Statystyka

Biblioteka

Ranking

Galeria

Kynologia

Prawo

Pobieralnia

S.O.S

Rozmaitości

Linkownia

 

Jestem hodowcą...

 

Kilka słów do przemyślenia ZANIM powiesz hodowcy, ile warte są jego szczenięta...

 

 

Mając na uwadze komfort posiadanych psów, zmieniłam mieszkanie na dom z dużym ogrodem, położony w spokojnej okolicy.

 

Kupiłam większy samochód, oczywiście uwzględniając potrzeby moich czworonogów.

 

Rachunki za jedzenie moich psów wielokrotnie przewyższają rachunki za żywność kupowaną dla mojej rodziny.

 

Mam więcej zapasów suplementów i środków dla moich psów, niż ludzkich leków i artykułów pierwszej potrzeby.

 

Chodząc na cotygodniowe zakupy zawsze wrzucę do kosza coś dla moich czworonożnych podopiecznych.

 

Moja lodówka pęka w szwach... Nie, nie jest przeładowana produktami żywnościowymi... Gdy ją otworzysz na pierwszy plan wysuną się suplementy i leki weterynaryjne wymagające utrzymywania w niskiej temperaturze. Zajdziesz też tam żelowe okłady chłodzące i mnóstwo innych rzeczy, które w kryzysowych sytuacjach są hodowcy niezbędne...

 

Książka telefoniczna w moim telefonie rozpoczyna się od najważniejszego numeru - numeru telefonu do weterynarza sprawującego opiekę nad moimi czworonogami, który ustawiony jest na szybkie wybieranie...

 

Salon?! Masz na myśli taki jeden, zwykle największy pokój reprezentacyjny, gdzie odpoczywasz z rodziną i/lub przyjmujesz gości???.... A czy hodowca z prawdziwego zdarzenia może mieć w ogóle w domu takie pomieszczenie? Być może ten, dla którego pies to tylko towar... przechowywany w kojcu usytuowanym na zewnątrz domu... Moje psy to część mojej rodziny - dosłownie!!! W moim salonie kanapy wypoczynkowe ustępują miejsca porodówkom i mini kojcom dla najmłodszych szczeniąt, na podłodze króluje dywan ułożony z różnorodnych psich zabawek, w biblioteczce stoją książki o tematyce kynologicznej i weterynaryjnej, a szklane witryny uginają się pod naporem upchanych w nich pucharów, medali, rozet i innych psich trofeów...

 

Jestem hodowcą, który zachowuje się jak kapitan na okręcie. W razie niebezpieczeństwa ostatnia schodzę z tonącej łajby, uprzednio upewniając się, że wszyscy ją opuścili... Tak, w razie zagrożenia i wydanych ostrzeżeń ewakuacyjnych w pierwszej kolejności ratuję swoje psy i rodzinę, a kiedy się upewnię, że wszystkie moje czworonogi, mąż i dzieci są bezpieczne, szukam schronienia dla siebie.

 

Dłużej pospać??? Taki luksus w ogóle nie jest mi znany... Wstaję razem z kurami i w pierwszej kolejności moje bose stopy niosą mnie w kierunku szczenięcych kojców... Te same kojce są moim ostatnim przystankiem przed położeniem się spać, co zwykle ma miejsce blisko północy...

 

Rodzinne posiłki.... Hmmm.. już nie pamiętam kiedy mieliśmy okazję wspólnie siąść do stołu i spożyć taki posiłek razem... W gorącym okresie, czyli wtedy, kiedy w domu są szczenięta, mój dzień rozpoczyna się od ich nakarmienia, potem przygotowania jedzenia dla starszych psów, a dopiero potem jest czas, aby zadbać o zapełnienie własnego żołądka...

 

Mąż? Tak, jestem prawdziwą szczęściarą, bowiem mój mąż ze stoickim spokojem znosi wszystkie moje fanaberie i na klatę bierze wszystkie związane z hodowlą psów niedogodności. Mój mąż jest moim powiernikiem, pocieszycielem, wsparciem i nieocenionym pomocnikiem. Mój mąż jest także wielkim miłośnikiem zwierząt.

 

Dzieci? Tak, mam dwójkę wspaniałych dzieciaków, które właśnie dorastają i całe życie obcowały z psami. Dla nich to naturalne, że w domu zawsze jest gwarno, słychać tupot psich łap, szelest merdających ogonów, pomruk zadowolonych pysków, alarmujący szczek i chrupanie piasku pod stopami. Nie jest im też obca wszędobylska sierść, która jest nierozłącznym atrybutem domowego wnętrza... Moje dzieciaki podzielają moją pasję i są już na tyle duże, że często same oferują pomoc w opanowaniu naszej sfory... Moje dzieci to też wielcy miłośnicy zwierząt...

 

Plany osobiste? Wakacje, święta dni wolne... Ha, ha, ha... Kalendarz rodzinny kręci się wokół psów i szczeniąt. Tak, w sumie dziś już mogę się do tego przyznać... Rozkład dnia podporządkowuję godzinom sprzątania kojców, karmienia szczeniąt i wyprowadzania dorosłej gromadki na spacery. Dalekosiężne plany obejmują zaplanowane wizyty u weterynarza, prognozowane daty cieczek, kryć, ciąż, porodów, odchowania maluchów, wydawania szczeniąt do nowych domów i wyjazdów na wystawy psów... 

 

Jestem hodowcą, który poświęca godziny na sprzątanie, dezynfekcję, pranie, układanie.... Nie, nie jestem perfekcyjną panią domu... Dbam o bezpieczeństwo moich czworonożnych podopiecznych, moje własne i mojej rodziny również... Nie wspomnę już, jak kreatywne i przyjemne jest to zajęcie, kiedy kilka razy na dzień zbierasz psie odchody i wycierasz szczeniakowe siuśki, a zdarza się, że przypadkowo jakiś - tu dodam - najmniej pożądany płyn ustrojowy - wyląduje na mojej skromnej osobie... Nie, nawet nie pytaj, nie przyznam się ile raz biegłam w podskokach wziąć prysznic i założyć czyste ubranie...

 

Spotkania ze znajomymi, wyjście na miasto.... Marzenia.... Moje życie towarzyskie toczy się w moim domu... To tu, odwiedzają mnie moi prawdziwi przyjaciele, którym widok wszechobecnych psów nie przeszkadza w popijaniu kawy i zjadaniu ciastka, w którym, mimo największej z mojej strony dbałości, czasami jakiś psi kłak się znajdzie... Rozmowy??? Nawet jeśli zaczniemy od tematów prozaicznych i życiowych, to i tak chwilę później jesteśmy już w pełni zaangażowani w dywagacje nad psami, szczeniakami, wystawami... Chcesz spytać kto to wytrzyma??? No jak to kto? Jeszcze się nie domyśliłeś??? Moim znajomi to też psiarze....

 

Kiedy dopada mnie chwila słabości, czuję się tak wyczerpana, zmęczona i wydaje mi się, że nie jestem w stanie spędzić kolejnej nocy z rzędu na kilkukrotnym karmieniu szczeniąt otrząsam się, wstaję z kolan, poprawiam koronę i powtarzam jak mantrę, że tak częste karmienie szczeniąt jest tylko chwilowe i szybko zostanie mi to wynagrodzone...

 

Jestem hodowcą, który śpi snem kocim, zwłaszcza wówczas, gdy jedna z suk jest w zaawansowanej ciąży, a szacowany dzień porodu jest o krok... Poświęcam swój własny komfort, budzę się kilka razy w nocy, by sprawdzić czy poród się nie zaczął i wracam do łóżka dopiero wówczas, gdy upewnię się, że wszystko jest w porządku...

 

Wiele osób nie rozumie, i nawet, gdy im próbuje tłumaczyć, to i tak nie pojmuje, jak to jest inwestować godzinę po godzinie w słabsze szczenię, a mimo to przychodzi najgorsze.. Nikt nie wie, co czuję i jaki to jest rodzaj bólu, którego nie da się porównać do żadnej innej straty... A boli najbardziej ta bezsilność, że nie dało się zrobić nic więcej, nic, by uratować to nowe, niewinne życie... Z drugiej strony, nikt też nie zrozumie jaka rozpiera mnie duma i radość, kiedy zainwestowane godziny zaprocentują ocaleniem życia tej małej psiej istoty... 

 

Jestem hodowcą, który nie raz już karmił szczeniaka butelką, strzykawką podawał mleko za pomocą gąbki, a nawet stosował sondy, robiąc wszystko, by skutecznie nakarmić psiego oseska... Robiłam to regularnie, co dwie godziny, przez pierwsze dni życia malucha i nadmienię tylko, że każda sesja zajmuje wiele minut... Ale czego nie zrobi hodowca, by zapewnić przetrwanie malucha...

 

Nie jestem z wykształcenia weterynarzem, technikiem weterynaryjnym, ani psim dietetykiem, ale czuję, że lata bycia hodowcą uczyniły mnie właśnie osobą, której te zawody są bliskie... Dziś nie mam problemu z robieniem zastrzyków, jestem biegła w podawaniu leków, nawadnianiu, reanimacji, udzielaniu pierwszej pomocy, karmieniu strzykawkami i sondami, mierzeniu temperatury... Nie mam problemu z opracowywaniem i udoskonalaniem mieszanek odżywczych dla szczeniąt. Ponadto układam plan posiłków dla dorosłych psów i modyfikuję dietę dla podrostków. Nie jest mi też obce opracowywanie naturalnych, dobrze działających środków zaradczych na prawie każdy problem dotyczący psów dorosłych czy szczeniąt...

 

Mój weterynarz jest członkiem mojej rodziny. Jest powiernikiem moich trosk, był świadkiem moich radości, porażek i płaczu.

 

Jestem hodowcą, dla którego 63 dni potwierdzonej ciąży każdej posiadanej przeze mnie suki nabierają nowego znaczenia. Mam za sobą wiele takich ciąż i porodów, a wciąż wieść o nowej sprawia, że jestem podekscytowana i udaję się w kolejną podróż ku nowemu życiu... To ja jestem tą osobą, która za każdym razem postępuje według tego samego rytuału... budowanie, przygotowanie i wyposażanie porodowego kojca, gromadzenie niezbędnych zapasów ręczników, podkładów i różnorodnych akcesoriów, asysta porodowa, odbiór noworodków, oczyszczanie dróg oddechowych, osuszanie i podstawianie malucha suce do pierwszego karmienia... W tych tak ważnych chwilach dla hodowcy, szczęście często przeplatane jest rozterkami i smutkiem, bo hodowla to nie tylko radosne chwile... To także porażki, nieudane krycia, starty ciąż, upadki szczeniąt, choroby...

 

To ja jestem tą osobą, która zawsze będzie się starała tchnąć życie w nowonarodzonego oseska, który po porodzie odmówił wzięcia pierwszego oddechu. Mimo że pierwsze 21 dni pobytu szczeniąt na świecie można przyrównać do jazdy na kolejce górskiej, to właśnie tych dni nie mogę się doczekać. To fascynujący etap w życiu szczeniaków, które ze ślepych, głuchych i ledwo pełzających maluszków zaczynają przeobrażać się w nowe psie osobowości, które słyszą, widzą i coraz sprawniej przemieszczają się... Pierwszy oddech, pierwsze ssanie, pierwsze szczeknięcie, pierwsze pobieranie nowych pokarmów, pierwsze zabawy... Tak, jestem nie tylko hodowcą, ale przede wszystkim wielkim miłośnikiem zwierząt, który w hodowaniu psów rasowych odnalazł swoją życiową niszę.

 

Jestem hodowcą i nie zajmuję się jedynie powielaniem genów, nie jestem bezduszną, okrutną osobą, która ocierając się o ramy prawa próbuje żyć kosztem zwierząt!!! Biorę wielką odpowiedzialność za każde nowo powołane życie, które za sprawą mojej pracy hodowlanej przychodzi na ten świat. Dbam o to, aby każde wychowane przeze mnie szczenię trafiło do cudownego, kochającego i idealnego domu. Co jest dla mnie najistotniejsze? To, aby każde odchowane przeze mnie szczenię otrzymało w nowym domu to, co miało zapewnione w macierzystej hodowli. Nie interesują mnie żadne półśrodki. I muszę to napisać. Za każdym razem wybierając rodzinę dla kolejnego szczenięcia drżę z przerażenia na myśl, co będzie jeśli tym razem intuicja mnie zawiedzie, a sprytny i zdeterminowany nabywca o nieczystych intencjach zrobi wszystko, by jednak nabyć ode mnie szczenię... 

 

Dlaczego szczenię pochodzące z mojej hodowli jest drogie? A jak według ciebie brzmi definicja słowa „drogo”? Czy w przypadku hodowli psów rasowych da się w ogóle zdefiniować słowa „drogo”, „tanio” lub „w sam raz”?! Tak, hodowla psów rasowych to moja wielka pasja. Pasja, która jednak wymaga włożenia w nią ogromnego nakładu pracy, poświęcenia większości mojego czasu i zainwestowania wielu środków finansowych... Nie zarabiam pieniędzy siedząc na tyłku i popijając kawę. Każdy zarobiony przeze mnie grosz okupiony jest ciężkim wysiłkiem, kroplami potu, wieloma uronionymi łzami i nieprzespanymi nocami... Ale nie będę narzekać!!! To mój wybór, a moją największą radością i rekompensatą wszelkich poniesionych trudów jest każdy odchowany zdrowy szczeniak, idący do nowego domu...

 

Zadowoleni nabywcy, okolicznościowe kartki z podziękowaniami, zdjęcia i filmy moich szczeniąt z ich nowymi rodzinami to dodatkowe bonusy i dowody, które utwierdzają mnie w słuszności dokonanych wyborów.

 

Jeszcze raz to powtórzę: jestem ALL IN ONE - miłośnikiem zwierząt, lekarzem weterynarii, zootechnikiem, dietetykiem, położną, pielęgniarką, ratownikiem, sprzątaczką, praczką, prasowaczką, opiekunem, groomerem, handlerem, zaopatrzeniowcem, kierowcą, przedstawicielem działu PR i obsługi klienta, doradcą i sprzedawcą i... nadal Z NIEUKRYWANĄ DUMĄ MOGĄ STWIERDZIĆ, ŻE.... JESTEM PRZEDE WSZYSTKIM HODOWCĄ!!!


Redakcja Świata Czarnego Teriera

 

 

Copyright by Świat Czarnego Teriera. All Rights Reserved.

Kopiowanie ze strony zdjęć, grafiki, treści i innej zawartości Portalu Świata Czarnego Teriera, bez zgody właściciela jest zabronione.

Projekt i wykonanie Narodziny Gwiazdy

Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024 x 768